Oddałam
kotkę na prze-/wychowanie. Dlaczego? To takie do mnie niepodobne.
Nie wiem, pewnie wymagały tego okoliczności
czy coś...
Oddałam zatem czarną kotkę. Zaniosłam ją na rękach do sąsiadów. Otworzył mężczyzna o
ironicznym wyrazie twarzy (wiek średni, na
głowie kowbojski kapelusz). Kazał wypuścić ją
do pokoju. Pokój był duży, bez firanek, bez dywanu. Zimny i pusty. Tylko pod ścianami stały
szafy, na środku dwa twarde krzesła, na podłodze
biegały koty i duży pies. Trudno było
ocenić, czy to zabawa, czy próba walki. Całość nie napawała optymizmem. Miałam mieszane
uczucia. Coś jest nie tak.
Wieczorem
poszłam odwiedzić moją kotkę, ale...nie udało mi się ją
zobaczyć. Tylko ten
mężczyzna z dziwnym uśmiechem. Rano zaniosłam
kotce śniadanie i wszystkie chrupki
znajdujące się w domu. Nie
widziałam zwierząt, tylko dostałam do ręki zmiotkę z
poleceniem pozamiatania. Mężczyzna był pedantem i wymagał tego ode mnie.
Tego było za
wiele. Pewnie tak też traktuje zwierzęta –
pomyślałam. Nie zastanawiając się, głośno i
spontanicznie
zażądałam natychmiastowego zwrotu kotki. Otworzył jedną z szaf.
Na dwóch
półkach spały pies i rudy kot, na pozostałych półkach
stały zamknięte pudełka. Dostałam
rudego kota. Wzięłam w
przekonaniu, że go ratuję. Nie wiedziałam, co z moją czarną,
rozpieszczoną kotką. Czy jeszcze ją odzyskam? Coś w tym wszystkim było bardzo nie tak.
![]() |
| Kocie rano |
Obudziła mnie moja cudna, czarna kotka. Około trzeciej rano. Na szczęście. To był tylko sen.



Komentarze
Prześlij komentarz
Będzie mi miło przeczytać, jeżeli zechcesz podzielić się tym, co myślisz:).