Male dzieci - mały kłopot, większe dzieci... ?

Historia tutaj opisywana zdarzyła się nieopodal mnie. O tej wiem i piszę. Ale o wielu 

podobnych nie wiemy. Widzimy swoje dzieci poprzez własne, rodzicielskie okulary, a one 

czasami chcą się odnaleźć "po swojemu". 


Ostatnie rozdania W.Myśliwski cytat



Miała prawie 14 lat. W szkole nauczyli ją pływać, przynajmniej tak utrzymywała. Może tak chciała też myśleć. Naprawdę umiała się tylko utrzymać na wodzie na plecach i trochę poruszać rękoma. Dorośli uważali ją za rozsądną, grzeczną dziewczynkę. Nie sprawiała kłopotów ani w szkole, ani w domu. Ale miała prawie 14 lat i zero wyobraźni. Lubiła się popisywać. Udawała inną niż była. Pod każdym względem.

Pewnego dnia, nad morzem, w miejscu zwanym dziką plażą, zanurzyła się,  fala ją zniosła za czerwone boje. Powrócić nie umiała. Każdy ruch przesuwał ją dalej i dalej od brzegu. Panika, zasznurowane strachem gardło. Co robić? Na brzegu nie ma nikogo. To koniec? Walka z wodą nierówna. Obróciła się plecami do góry, odetchnęła wodą, zrobiło się jej wszystko jedno. Straciła przytomność...
                                                    
morze może być groźne

 ***
Tym razem udało się. Pomoc przyszła.W ostatniej chwili, ale przyszła.
Trudne pytania pozostały.

Czy na pewno zna się własne dziecko? Czy można zrozumieć takie postępowanie? Dlaczego 
weszła do wody nie czekając na innych? Dlaczego beztrosko dała się wynieść w morze? 
Dlaczego tak łatwo zrezygnowała z walki o życie, poddała się? Przecież to takie mądre, 
grzeczne dziecko. Dlaczego, dlaczego? Czy można zapobiec niektórym niebezpieczeństwom? 

Ja znam tylko jedną receptę: rozmawiać i przede wszystkim słuchać i ... słyszeć. Bez 
uprzedzeń, bez ocen, z miłością. Czy to łatwe? Nie zawsze. Czy skuteczne? Trudno 
powiedzieć.

Komentarze