Czuje, mówi, myśli...

Co czuje paprotka



Sąsiadka wyniosła paprotkę, chciała wyrzucić ją do śmieci. Nie miałam miejsca, ale wzięłam. Zmieniłam donicę, przestawiłam inne rzeczy, żeby zrobić dla niej miejsce.Uratowałam. Patrzę na nią, czasem do niej coś mówię. Tak więc patrzę, mówię, uśmiecham się. Myślę, że rozumie. I nawet mało marudzi na sezon kaloryferowy i 27 stopni w pokoju. Inaczej nie rosłaby w obcym domu. To już trzeci rok. Nic dziwnego, że doczekała się wpisu blogowego. Przydałoby się jej trochę merytorycznego wsparcia, ale nie znam się na paprotkach i nie wiem, jak mogłabym jej pomóc przetrwać kolejną zimę w dobrej kondycji. Jest duża i chyba leciwa. A może ktoś podda mi jakiś pomysł, sposób czy coś w tym rodzaju?

Komentarze