Ten pierwszy...

Zdarza się COŚ po raz pierwszy i okazuje się znaczące. Kiedyś, dawno temu, zupełnie niespodziewanie zjawił się Maciuś. 

Pixabay.com





Kiedyś, dawno temu, chyba dopiero zaczęłam chodzić do szkoły, zjawił się u mnie zupełnie nieoczekiwany gość. Wracam, a w przedpokoju na szafce siedzi mały, czarny kociak. Taki mniej więcej kilkumiesięczny, ale w zachowaniu dorosły, spokojny Nie wiem, jak się dostał (przemknął między nogami, gdy otwierałam drzwi?). Poczęstowany mlekiem wypił bez lęku. Zjadł kawałek rybki. I został. 

To była jego decyzja, nie moja. Kocurek tak wybrał. Mnie i mój dom (a właściwie nasz tj. mój i rodziców). Nazwałam go Maciuś. Nieustraszony, biegał po całej okolicy. Radził sobie znakomicie. Z  łatwością zdobył serca sąsiadów, ale jadał i spał tylko u mnie. Rano na wycieraczce znajdowałam upolowane szczury i dumnego Maciusia. Kocur codziennie rano wracał do domu z jakąś zdobyczą. I spokojnie czekał na wycieraczce. Wkrótce szczury dobrowolnie opuściły teren. Maciuś w dzień wiódł sielskie życie, bawił się, spał sobie na cudownym, starym, kaflowym piecu, wieczorem wchodził pod kołdrę, a około północy prosił, żeby go wypuścić na dwór. Czasami urządzał kocie sejmiki pod oknami. 

Któregoś dnia nie wrócił. Okazało się, że zgubiła go nieustraszoność. Zginął pod kolami samochodu. Nie mogłam uwierzyć, że takiego sprytnego, samodzielnego, przebojowego kota mógł spotkać taki marny koniec. Długo płakałam. Wszyscy płakaliśmy. Maciuś mieszkał z nami około dziesięciu lat. Pozostawił wiele wspomnień oraz ważne przesłanie. Miłość to dar, to zaufanie i wolność. 

Nauczył mnie, że koty są mądre. nauczył mnie widzieć sercem. To było dawno. Według kalendarza odliczającego czyjeś życie - kilka kocich żyć w moim domu wcześniej. Od tego czasu poznałam wiele różnych kotów, ale Maciuś był pierwszy. Nie zachowały się żadne zdjęcia (a może ich nie było), dlatego źródłem zdjęcia powyżej okazał się pixabay. Ale Maciuś tak właśnie wyglądał. 

I jestem pewna, że każde dziecko, każdy człowiek potrzebuje spotkać swojego Maciusia.

Komentarze