Mój stosunek do ludzi, którzy pukają do drzwi mojego domu określić można tak:
"Lgnę do ludzi ale im nie otwieram."[Miron Białoszewski].
Wynika to z silnej potrzeby kontroli swojego czasu, swojej rzeczywistości. Jak spotykam się z kimś na mieście, to mam wpływ na decyzję, kiedy skończyć nasze spotkanie. Jak kogoś wpuszczę do domu, to muszę być zdana na jego wyczucie. I zwykle, po tak zwanej godzince, jestem znużona, znudzona...Kiepska ze mnie towarzyszka. Czy ktoś to rozumie?
Komentarze
Prześlij komentarz
Będzie mi miło przeczytać, jeżeli zechcesz podzielić się tym, co myślisz:).